Najświętszego Serca Pana Jezusa i św. Jana Bosko

Rzymskokatolicka Parafia

  

  

 

Biblioteka parafialna

 

 

wtorek 8.45 - 10.00 oraz 16.30 - 17.30 

 

  

 

ksiega

 

 

 

 

 

 

BIBLIOTEKA POLECA

 

19 szymik

Cytowany niżej liryk „Plan maksimum” pochodzi z tomiku poetyckiego „25 wierszy niezapomnianych w wyborze czytelników” ks. Jerzego Szymika (w zbiorze ma nr 11). Zatem, prezentowana antologia zawiera niewiele utworów. Czytelnicy wybrali je z publikowanych wcześniej siedmiu tomików, a siła tych lirycznych refleksji jest taka, że nie sposób o nich zapomnieć. Ten zbiór odzwierciedla 30 lat twórczości księdza poety: od roku 1984 do 2014.
Czym się kierowali czytelnicy, jakie stosowali kryteria, komponując ten zbiór? Jedno jest pewne, każdy z tych 25 utworów dla indywidualnego odbiorcy ma szczególne znaczenie. I taką właśnie subiektywną refleksją mam zamiar podzielić się z Czytelnikami.
W niewielkiej antologii ks. profesora Jerzego Szymika wszystko jest ważne: kolor i faktura okładki oraz poszczególnych stron, rozmiar i krój czcionki, numeracja wierszy, ich kolejność – tak, to wszystko się „czyta”, każdy detal graficzny koresponduje ze SŁOWEM wiersza. A w poszczególnych utworach wręcz trzeba uchwycić sens stosowania wielkiej lub małej litery – bo to zróżnicowanie jest znaczące. Warto także próbować uchwycić to, co wydobywa poeta, pogłębiając sens słów różnymi kontekstami: mottem, dedykacją, aluzją literacką.
Czytając ten zbiór poetycki, zwracałam również uwagę na czas powstania poszczególnych wierszy. Dlaczego teraz przywołuję te daty? Otóż, ks. J. Szymik przywiązuje znaczenie do dat i miejsc, każdy z wierszy opatrzony jest taką informacją: dzień, miesiąc, rok. I to określanie czasu jest zawsze połączone ze wskazaniem miejsca. Dzięki temu zabiegowi temporalno-spacjalnemu poznajemy nieco warsztat artystyczny poety. A pisze zawsze: dla wiersza odrywa się na chwilę od teologicznej dysertacji, od konspektu wykładu dla studentów; pisze wszędzie, nawet w samolocie. Te adnotacje tworzą interesującą mapę geograficznych i mistycznych wędrówek autora – jest ciągle w drodze, ciągle poszukuje. A w ziemskim podróżowaniu najważniejszym miejscem dla ks. Jerzego Szymika jest dom rodzinny w Pszowie. To właśnie tutaj ukończył niejeden wiersz rozpoczęty gdzieś w świecie, w innym czasie i w innej przestrzeni (w Jerozolimie, w Waszyngtonie, w Londynie, w Warszawie, w Krakowie, w Lublinie, w Katowicach, w Brennej...).
Za progiem domu pozostają tytuły, stopnie naukowe, uczone rozprawy; tutaj jest po prostu synem, dzieckiem powracającym do korzeni, tutaj też jest poetą, który portretuje najbliższych, zwłaszcza Matkę i Babcię, „ocala od zapomnienia” swoich przodków. Tu także jest księdzem, który – kończąc Mszę św. w pszowskiej bazylice – doznał olśnienia, że „najpiękniejsze, co mogło się przydarzyć tej ziemi, to chrześcijaństwo” (wiersz 2, Dziewczynka w żółtych rajstopach, w śląskim kościele).

Plan maksimum
Benedyktowi XVI, dziękując za „Jezusa z Nazaretu”

stać przed Nim z pustymi rękami
i wyciągać je ku Niemu
(nie z rękami, które gdy pochwycą to mocno trzymają, lecz z rękami,
które się otwierają, obdarowują, a tym samym są stale gotowe przyjąć)

nie wyć z wilkami,
ale cierpieć z powodu nieprawości.
Nie móc odwrócić nieszczęścia,
ale współcierpiąc, stanąć po stronie skazanych,
a tym samym – kochając w ten sposób –
stanąć po stronie Boga

pamiętać, że znakiem rozpoznawczym
Jego obecności jest nadmiar.
Mieć tylko Boga, czyli puste ręce

Pszów, 27 sierpnia 2007 r.

Źródło: Ks. Jerzy Szymik, 25 wierszy niezapomnianych w wyborze czytelników, Księgarnia św. Jacka, Katowice 2017.

Zainteresowanych czytaniem, słuchaniem recytacji, interpretacją wierszy ks. Jerzego Szymika zapraszam na spotkanie w bibliotece parafialnej (wtorek, 18 czerwca 2019 r., godz. 8.45), Maria Studencka

 

 

 

18 kaczkowski

W Niedzielę Dobrego Pasterza rozpoczął się w Kościele Tydzień Modlitw o Powołania. Stąd dzisiejsza prezentacja książki: ŻYCIE NA PEŁNEJ PETARDZIE, bo jej bohaterem jest młody ksiądz, Jan Kaczkowski, pełniący posługę z niezwykłym wprost zaangażowaniem. Współtwórcą tego dzieła jest dziennikarz, redaktor naczelny portalu Deon.pl – Piotr Żyłka. Jak powstawała ta książka? – W biegu, w różnych miejscach, dynamicznie. Redaktor towarzyszył ks. Janowi w jego podróżach, rozlicznych zajęciach. Nagrywał swoje pytania i odpowiedzi księdza nawet w tramwaju, na ławce w parku, czasem przy stoliku w kawiarni. Z tego dialogu wyłania się portret młodego człowieka odważnie mówiącego o swoich relacjach z rodziną, o przełożonych, o innych duszpasterzach, o podopiecznych, o zmaganiu się z chorobą. Z powodu glejaka mózgu zmarł, mając zaledwie 39 lat. Do siebie odnosił się z dystansem, autoironicznie mawiał o sobie, że jest onkocelebrytą, a zainteresowanie mediów wykorzystywał do popularyzowania duszpasterskiej posługi wśród ludzi chorych, samotnych, cierpiących. Działał w ten sposób m.in. na rzecz Puckiego Hospicjum pw. św. Ojca Pio – był jego organizatorem i dyrektorem.
„Chorowanie to wciąż życie, które można wypełnić sensem” – to dewiza życiowa ks. Jana.
Jaki jest dobry pasterz? Wzór znajdujemy w Ewangelii. A wybrani przez Chrystusa kapłani ten wzór naśladują. Takim był zapewne ks. Jan Kaczkowski. Jednak, to nie takie łatwe usłyszeć głos Chrystusa wzywającego do kapłaństwa, jeszcze trudniej odpowiedzieć na to wezwanie i realizować posługę.
Jak było z jego powołaniem? Zaczęło się (ku zaskoczeniu młodzieńca) od pewnej spowiedzi. Starszy ksiądz zapytał: „Nie myślisz o kapłaństwie?” [...] „Musiałem przyznać, że głęboko niechciana myśl o powołaniu zaczęła mnie coraz intensywniej dręczyć podczas Mszy Świętych”. Po pewnym czasie Jan zgłosił się na rozmowę w duszpasterstwie powołaniowym u jezuitów. „Jezuici – wspomina ks. Jan – imponowali mi intelektualnie. [...] Aspirując do nowicjatu, przechodziliśmy tydzień po tygodniu rekolekcje ignacjańskie. [...] Duchowe wspomnienia z tego okresu pomagają mi do dziś”. I wtedy młody Jan przeżył rozczarowanie: prowincjał sprzeciwił się przyjęciu go do nowicjatu, w dodatku nikt nie chciał mu wyjaśnić, dlaczego został odrzucony. Kolejną rozmowę odbył w Gdańskim Seminarium Duchownym, tu został przyjęty, tu ukończył studia filozoficzno-teologiczne. Święcenia prezbiteriatu otrzymał w czerwcu 2002 r. Miał 25 lat, gdy rozpoczął posługę duszpasterską.
Dociekliwy dziennikarz zadał księdzu Janowi trudne, jak się okazało, pytanie: „Z perspektywy własnych doświadczeń co by ksiądz doradził młodemu człowiekowi, który rozeznając swoją drogę, myśli o życiu kapłańskim lub zakonnym?”
„Od wielu lat mam z tym problem. Jak pokazać, że kapłaństwo może być fascynującą przygodą? Że – niestety muszę tu używać górnolotnych słów – całkowite oddanie się Panu Bogu w Kościele katolickim ma sens? W tym Kościele, jaki znamy i jaki mamy, z celibatem, z dojmującą kapłańską samotnością. Jak o tym mówić młodemu mężczyźnie, gdy sam jestem teraz w takim wieku, że mając te 38 lat, znów odczuwam, jak buzuje w człowieku chęć ojcostwa? Naprawdę nie wiem. Ale wiem, że pomimo tego wszystkiego tak najgłębiej, w swoim wnętrzu, czuję się przede wszystkim mistykiem. Na zewnątrz tego nie widać. Ludzie, patrząc na mnie, tego nie dostrzegą. Ale tak wybrałam. W pewnym momencie mojego kapłaństwa złożyłem osobisty ślub: Panie Boże [...] Tobie ofiaruję mój prywatny czas jako ofiarę oddania się w całości. To mój ślub dla Ciebie. Dlatego staram się swoje kapłaństwo przeżywać tak, żeby nie mieć prywatnego czasu. Dlatego jesteśmy teraz razem, rozmawiamy i wydajemy książkę. Bo wiem, że za tym dyktafonem kryje się większa lub mniejsza grupa ludzi, która to teraz czyta. Chcę być też dla nich. Cały czas chcę być dla.

O tym, w jaki sposób ks. Jan Kaczkowski cały czas „był dla” ludzi potrzebujących kapłana, będziemy czytać i rozmawiać w bibliotece parafialnej we wtorek, 14 maja 2019 r. o 8.45.
Zapraszam, Maria Studencka

 

 

 

17 Wojciech

ŚWIĘTY WOJCIECH

Jeden z patronów Polski, święty Wojciech, syn czeskiego księcia Sławnika z Libic, kanonizowany w 999 r., już w XI w. był czczony jako patron naszego kraju. Urodził się prawdopodobnie w 956 r., przyjmuje się, że zginął 23 kwietnia 997 r. w Świętym Gaju niedaleko Pasłęka. Losy tego znakomicie skoligaconego i świetnie wykształconego duchownego są do dziś podmiotem badań naukowców. A dzieje biskupa, misjonarza i męczennika są burzliwe, bo był człowiekiem odważnym i często postępował nie tak, jak przełożeni sobie tego życzyli. Historycy odnotowują, że Wojciech Sławnikowic (drugie imię – Adalbert – otrzymał przy sakramencie bierzmowania) często narażał się zarówno świeckim wpływowym osobistościom, jak i kościelnej zwierzchności. Był człowiekiem pokornym wobec Boga, ale niepokornym wobec nieprawych ludzi, brał w obronę słabszych, wspierał ubogich, zwalczał intratny handel niewolnikami.

Do Polski przybył pod koniec 996 r. i udał się z wyprawą misyjną do Prus, gdzie poniósł śmierć, miał zaledwie 40 lat. W średniowiecznej „Kronice Galla Anonima” jego działalność chrystianizacyjną wyraźnie powiązano ze staraniami księcia (później pierwszego króla Polski) Bolesława Chrobrego: „On to [...] przyjął go z wielkim uszanowaniem i wiernie wypełniał jego pouczenia i zarządzenia. Święty zaś męczennik płonąc ogniem miłości i pragnieniem głoszenia wiary, skoro spostrzegł, że już nieco rozkrzewiła się w Polsce wiara i wzrósł Kościół święty, bez trwogi udał się do Prus i tam męczeństwem dopełnił swego zawodu. Później zaś ciało jego Bolesław wykupił na wagę złota od owych Prusów i umieścił [je] z należytą czcią w siedzibie metropolitalnej w Gnieźnie. Również i to uważamy za godne przekazania pamięci, że za jego czasów cesarz Otto Rudy przybył do [grobu] św. Wojciecha dla modlitwy i pojednania, a zarazem w celu poznania sławnego Bolesława, jak o tym można dokładniej wyczytać w księdze o męczeństwie [tego] świętego”.

Ten sam kronikarz pisze również, że „nie godzi się pominąć milczeniem cudu, jaki znamienity męczennik św. Wojciech okazał zarówno poganom, jak i chrześcijanom w przeddzień poświęcenia kościoła”. Otóż, zdarzyło się, że zdrajcy pomogli wejść Pomorzanom do pewnego grodu, ale wtedy „Pomorzanom [ukazał się] jakiś mąż zbrojny na białym koniu, który straszył ich dobytym mieczem i pędził ich na złamanie karku ze schodów i przez podwórze grodu. Tak to grodzianie, przebudzeni krzykami pogan i hałasem, bez wątpienia za przyczyną chwalebnego męczennika Wojciecha ocaleni zostali od grożącego im niebezpieczeństwa śmierci”.

Z kolei hagiografowie skupiają się przede wszystkim na cudach, jakie dokonywały się za życia Wojciecha i później, po męczeńskiej śmierci. Oto jeden z przykładów (odnotowany przez najwybitniejszego autora żywotów świętych późnego renesansu, ks. Piotra Skargę). „Będąc niemowlęciem zachorzał i żałość niemałą rodzicom uczynił, którzy pragnieniem zdrowia jego ściśnieni, pociechy swej doczesnej w nim odstąpili, a Panu Bogu na służbę go poślubili, [...] nieśli go na poły umarłego do ołtarza Przeczystej Matki Bożej Maryjej, prosząc, aby Ona na służbę Synowi swemu nowego a maluczkiego sługę przykazała, a zdrowie mu do tego zjednała. Nie mieszkając dzieciątko ozdrowiało”.

Więcej szczegółów o św. Wojciechu i o św. Stanisławie ze Szczepanowa przedstawię we wtorkowy poranek, 7 maja 2019 r. o godz. 8.45 w bibliotece parafialnej. Zapraszam, Maria Studencka

 

 

 

16 Stanislaw

ŚWIĘTY STANISŁAW ZE SZCZEPANOWA

Święty Stanisław ze Szczepanowa urodził się prawdopodobnie w 1030 r., pochodził z rodziny herbu Prus, odebrał staranne wykształcenie, na biskupa krakowskiego został konsekrowany w 1072 r. i do tego czasu jego relacje z Bolesławem Śmiałym były dobre. Biskup Stanisław dał się poznać jako gorliwy zwolennik krzewienia i umacniania wiary chrześcijańskiej w ówczesnej Polsce, popierał m.in. zakładanie klasztorów benedyktyńskich, sprowadził do Polski legatów rzymskich, odnowił i umocnił metropolię gnieźnieńską, historycy potwierdzają, że zabiegał również o koronę dla księcia Bolesława II, co nastąpiło w 1075 r. Na temat konfliktu biskupa Stanisława z królem Bolesławem Śmiałym historycy różnie się wypowiadają, stawiają odmienne hipotezy. Różnie też o konflikcie i męczeńskiej śmierci biskupa piszą kronikarze średniowieczni.

Gall Anonim (być może, dysponował relacjami naocznych świadków) o samej egzekucji i późniejszym wypędzeniu króla z kraju pisze niewiele i raczej ostrożnie: „[Król] sam będąc pomazańcem [Bożym] nie powinien był [drugiego] pomazańca za żaden grzech karać cieleśnie. Wiele mu to bowiem zaszkodziło, gdy przeciw grzechowi grzech zastosował i za zdradę wydał biskupa na obcięcie członków. My zaś ani nie usprawiedliwiamy biskupa-zdrajcy, ani nie zalecamy króla, który tak szpetnie dochodził swych praw”.
Natomiast żyjący na przełomie XII/XIII w. biskup Wincenty Kadłubek, kronikarz cieszący się niezwykłym rozgłosem aż do wieku XVIII, pisze z żarem, niezwykle emocjonalnie przedstawiając okoliczności męczeńskiej śmierci biskupa Stanisława jako relację naocznego świadka:
„Co za żałosne, co za przeokropne widowisko śmierci! Człowieka świętego świecki, zbożnego bezbożny, biskupa świętokradca, niewinnego okrutnik na kawałki rozszarpał, poszczególne członki na najdrobniejsze rozsiekując cząstki!... [...] Oto widziano, jak z czterech stron świata przyleciały cztery orły, które krążąc w powietrzu nad miejscem męczeństwa odganiały sępy i inne żądne krwi ptaki od zwłok męczennika i pilnowały ich ze czcią, czuwając dzień i noc. [...] Po tym zdarzeniu ów okrutnik, spłoszony, znienawidzony zarówno przez ojczyznę, jak przez ojców, uszedł do Węgier... a wkrótce potem, zdjęty niesłychaną niemocą, śmierć sobie zadał”.
O dzieciństwie i wczesnej młodości Stanisława ze Szczepanowa ks. Piotr Skarga (kaznodzieja i hagiograf) pisze tak: „Z młodości znać było sprawę Ducha Bożego w nim i prrzyszłą żywota świątobliwość. Skromny, wstydliwy, statecznch nad dziecinny zwyczaj obyczajów, ochotny do nabożeństwa i skłonny do nauk pokazował się”. Biskup Stanisław ze Szczepanowa zginął 11 kwietnia 1079 r., na ołtarze został wyniesiony 8 września 1253 r.

Źródła: 1. Anonim tzw. Gall, Kronika polska, Ossolineum BN, Wrocław 1989.
2. Ks. Piotr Skarga SI, Żywoty świętych polskich, WAM, Kraków 1986.
3. Ignacy Chrzanowski, Historia literatury niepodległej Polski, PIW, Warszawa 1974.
Zapraszam do biblioteki parafialnej: wtorek, 7 maja 2019 r., godz. 8.45. Maria Studencka

 

 

 

15 twardowki

Są takie frazy w literaturze pięknej i innych dziedzinach piśmiennictwa, które – „wysłane” przez autora do czytelników – stają się od razu własnością ogółu, przechodzą do języka powszechnie stosowanego, są przytaczane w różnych wypowiedziach, opatrzone kontekstem nieraz zupełnie innym niż w tekście autora. Tak się dzieje zwłaszcza ze znaczącym słowem. Za każdym razem, gdy do niego wracamy, odkrywamy w nim inne przesłania. Teoretycy literatury i języka nazywają takie rozpowszechnione cytaty „skrzydlatymi słowami”. Owe zdania z jakąś tajemniczą siłą i z niezwykłą łatwością wpadają w ucho słuchającego, pozostają w jego pamięci. Prędko takie wersy traktujemy jako werbalizację naszych własnych myśli. Czasem nawet zupełnie nie pamiętamy, kto rzeczywiście jest autorem tej znanej sentencji czy powszechnie używanego aforyzmu lub celnego zwrotu. Jest w tych wyrażeniach jakaś niezwykła zręczność, lekkość – one są po prostu uskrzydlone. Bogatym źródłem tych znamiennych urywków są, oczywiście, teksty najwybitniejszych twórców.
„Skrzydlate słowa” wywodzące się z liryki ks. Jana Twardowskiego wybrałam z tomu NIE PRZYSZEDŁEM PANA NAWRACAĆ, są tu wiersze z lat 1937-1985.
Jest w liryce księdza poety sporo takich metafor, które na stałe weszły do polszczyzny ogólnej, stały się językiem wiary, składnikiem kultury narodowej, własnością ogółu, np.:

Dziękuję Ci, że nie jest wszystko tylko białe albo czarne. („Podziękowanie” 1970)
Słowa poety są obecne w języku nawet tych użytkowników, którzy mówią, że nie lubią wierszy, nie odeszły do wieczności razem ze swoim twórcą, są szczególnie ważne w odczuciu czytelników. Zdumiewająca jest zwięzłość i głębia swoistego credo:

Jestem bo Jesteś
na tym stoi wiara. („Jesteś” 1989)
Czasem bywa tak, że skrzydlate słowa stosuje się w zupełnie nowych okolicznościach, takich, których w genezie wcale nie było. Ale tak to już jest z poezją, że to adresat (my, czytelnicy) dopowiada dalszy ciąg, dodaje własną, czasem bardzo odległą od oryginału interpretację.
Zresztą, wartościowy tekst ma to do siebie, że ilekroć go czytamy, tylekroć odkrywamy w nim coś zupełnie nowego, co nas zaskakuje. Tak się stało z najczęściej chyba cytowanym wersem:

Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą. („Śpieszmy się” 1979)
Ten wiersz ksiądz poeta dedykował poetce Annie Kamieńskiej, dziękując jej w ten sposób za współpracę. Tymczasem przytoczony wers stosowany jest w klepsydrach, na żałobnych szarfach, widnieje jako inskrypcja na niejednym cmentarnym nagrobku, a przecież w założeniu ten liryk nie był utworem funeralnym.
Z tego samego wiersza pochodzi równiż sentencja:

Kochamy wciąż za mało i stale za późno – i niech to będzie pointa refleksji nad twórczością ks. Jana Twardowskiego, i ważne dla nas przesłanie.
Źródło: Ks. Jan Twardowski, Nie przyszedłem pana nawracać, Wydawnictwo Archidiecezji Warszawskiej,

Warszawa 1986.
Polecam i zapraszam, Maria Studencka

 

 

 

14 siedem slow Jezusa

SIEDEM OSTATNICH SŁÓW JEZUSA autorstwa o. Jamesa Martina SJ to lektura na Wielki Tydzień: wprowadza w liturgię Wielkiego Piątku, dokumentuje ostatnie godziny z życia Jezusa – Syna Bożego, który (wykonując wolę Boga Ojca) umarł na krzyżu jako Syn Człowieczy.

Z Ewangelii wyłania się portret Jezusa, który żyje wśród ludzi, rozumie ich troski, koi smutki, pociesza strapionych, otacza opieką opuszczonych, znękanym daje radość, bo przygarnia, pociesza, uzdrawia, wskrzesza. Ratuje każdego, kto Jego pomocy oczekuje: np. kobietetę cierpiącą na krwotok, sparaliżowanego mężczyznę, trędowatego. Rozumie ból matki, ból ojca, których dzieci umarły, rozumie ból sióstr, które pogrzebały swojego brata – i wskrzesza zmarłych. Nie odtrąca nikogo: ani celnika, ani jawnogrzesznicy, ani łotra – wszystkim pokazuje drogę do nieba, i tę obietnicę w Wielki Piątek spełnia. I spełnił ją także dla każdego z nas.

Jest mu bliski los zarówno pojedynczych ludzi, jak i wielkich tłumów, troszczy się i o swoich uczniów (o ich sen, odpoczynek), i o tysiące głodnych, których nauczał. Syn Boży w człowieczym ciele jest taki ludzki i taki wyjątkowy z tą swoją wrażliwością i empatią, z tą umiejętnością wczuwania się w los dzieci, kobiet, ludzi chorych, bezradnych, pogardzanych. Jezus jest taki odważny i taki prawdziwy, kiedy broni prostego człowieka przed faryzeuszami, kiedy głosi Dobrą Nowinę, kiedy ustanawia nowe prawo: „Przykazanie nowe daję wam, byście się wzajemnie miłowali!” Przekonujący jest także, gdy bierze udział w uroczystości rodzinnej, gdy zasiada do stołu razem z celnikami (ku zgorszeniu uczonych w Piśmie) i z nimi je i pije. Jezus jest wiarygodny, kiedy oddala się w zaciszne miejsce, by się modlić – rozmawiać z Bogiem Ojcem, zawierzać Mu troski i wątpliwości, ale też wyrazić gotowość wypełnienia Jego woli.
Prezentowana książka to w zasadzie zapis rozbudowanej homilii, którą o. Martin wygłosił kilka lat temu w Wielki Piątek w nowojorskiej katedrze św. Patryka. Motywem przewodnim rozważań jest – jak pisze autor we wstępie – cierpienie Jezusa, które pomaga Mu zrozumieć człowieka. [...] Ten, który powstał z martwych, rozumie nas – ponieważ wiódł ludzkie życie, i to takie, które szczególnie w ostatnich dniach pełne było cierpienia.”
Główna część dzieła składa się z siedmiu rozdziałów, z których każdy jest egzegezą ewangelicznej perykopy z ostatnimi słowami Chrystusa.

Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią. (Łk 23, 34).
„Jezus rozumie trud wybaczania” – pisze o. Martin – i podkreśla, że kiedy jesteśmy głęboko zranieni, kiedy doznana krzywda naprawdę jest wielka, to „jedyne, co można zrobić, to przebaczyć. Ponieważ tylko przebaczenie jest sposobem na wyzwolenie obu stron. Jedną osobę oswobadza z więzienia urazy i umniejszania człowieczeństwa bliźniego. W pewien sposób wyzwala również tę drugą osobę.[...] Jezus zawsze dostrzega. Dostrzega coś więcej niż inni. Dostrzega w ludziach ich prawdziwe jestestwo.”

Zaprawdę powiadam ci, jeszcze dziś będziesz ze mną w raju. (Łk 23, 43)
„Jezus rozumie wątpliwości dotyczące życia wiecznego” – to tytuł kolejnego fragmentu egzegezy. „Wiara w życie wieczne stanowi kluczowy problem dla wielu ludzi, nawet głęboko wierzących. A bez wiary w życie wieczne ogarnia nas lęk. To jedna z największych obaw w życiu chrześcijanina. [...] Jezus, który słyszał wątpliwości ówczesnych ludzi, rozumie je – nawet wątpliwości co do życia po śmierci. Pierwszy powinien nas przekonać fakt, że sam Jezus mówi nam o obietnicy życia wiecznego.” To właśnie jedynie tu na krzyżu używa słowa „raj”, składając obietnicę zbawienia nawróconemu przestępcy. „Dobry Łotr ukazuje nam, kim jest Ten, który wisi na krzyżu obok. Owszem, jest człowiekiem. Człowiekiem o prostym imieniu, Jezus. Ale także Bogiem. Człowiekiem, który ma moc otworzyć przed nim raj”.

Niewiasto, oto twój syn. (...) Oto twoja matka. (J 19, 26-27)
„Jezus rozumie miłość rodzicielską” – czytamy w trzecim rozdziale. „Jezus Chrystus jest prawdziwie Bogiem i prawdziwie człowiekiem. [...] Maryja jest człowiekiem, a nie Bogiem, jak Jezus. Ale ludzie i tak nawiązują z Nią relację na dwa sposby”. Mamy skłonność idealizować Maryję – mówi kaznodzieja –zapominamy, że jako matka niepokoiła się o syna, że nie zawsze Go rozumiała, że bywała zagubiona, kiedy Jezus rozpoczął publiczną działalność. Ewangelia ukazuje głęboką prawdę o bezradności Matki wobec cierpienia i śmierci Syna. To cierpienie Jezus również rozumie. Opiekunem bolejącej Maryi ustanawia Jana, od tej chwili Maryja i Jan są matką i synem.

Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił? (Mk 15, 34)
„Jezus rozumie poczucie osamotnienia. [...] Czy Jezus naprawdę mógł pomyśleć, że Bóg Ojciec Go opuścił? Czy mógł zwątpić w miłość Tego, do którego zwracał się Abba, ‘Ojcze’? Czy na krzyżu stracił nadzieję? Czy rozpaczał?” Te zagadkowe słowa Jezusa pochodzą z Psalmu 22, znał je każdy Żyd. Może należy przyjąć (zastanawia się o.Martin), że „Jezus powołuje się na psalm jako całość, jako na modlitwę wołającego do Boga”, a druga część psalmu jest przecież hymnem dziękczynnym „na cześć Pana, który usłyszał wołanie psalmisty. [...] Jezusowi jak mało komu należałoby wybaczyć poczucie osamotnienia”: został zdradzony, z najbliższych uczniów pozostał przy nim tylko jeden, poddano go straszliwym torturom, przybity do krzyża odczuwał niewyobrażalny ból. „Ten, który porzucił samego siebie, by poddać się woli Ojca w ogrodzie Getsemani minionej nocy, który powierzył się całkowicie zamiarom Ojca, na krzyżu pyta: Gdzie jesteś?”

Pragnę. (J 19, 28)
„Jezus rozumie cierpienia fizyczne. [...] Jezus miał ciało. [...] Jezus Chrystus przez cały czas jest prawdziwie Bogiem i prawdziwie człowiekiem. Nieważne, jak wyraźnie dany fragment Ewangelii podkreśla jedną lub drugą ‘naturę’, On zawsze reprezentuje obie. A zatem jest prawdziwie Bogiem, kiedy piłuje kawałek drewna w Nazarecie, i człowiekiem, kiedy ucisza burzę. [...] Jezus miał takie samo ciało jak my. Oznacza to, że jadł jak my, pił jak my i spał jak my.” Oznacza to, że odczuwał straszliwe pragnienie.

Dokonało się. (J 19, 30)
„Jezus rozumie rozczarowania. [...] W Wielki Piątek Jezus poddany został wielu różnym boleściom. Chrześcijanie zwykli skupiać się na cierpieniach fiycznych. To oczywiście prawda, że Jezus cierpiał w dużej mierze fizycznie.” Fizycznym torturom towarzyszyło upokarzanie, wyszydzanie, urąganie. „Ale jest jeszcze jeden rodzaj cierpienia, który łatwo przeoczyć: cierpienie związane z wątpliwościami, czy dzieło przetrwa po Jego śmierci. Wchodzimy tutaj w dyskusję o uczuciach Jezusa na krzyżu. Siedem ostatnich słów stanowi dla nas wgląd w Jego emocje, ale oczywiście nie wszystkie. Pytania pozostają.”

Ojcze, w ręce Twoje oddaję ducha mojego. (Łk 23, 46)
„Jezus rozumie poświęcenie. [...] Czy Jezus wiedział, co wydarzy się w Niedzielę Wielkanocną? [...] Z jednej strony Jezus wyraźnie mówi: Zburzcie tę świątynię, a w trzy dni zbuduję ją na nowo. W Ewangelii kilkakrotnie zapowiada swoje zmartwychwstanie. Z drugiej jednak strony Jezus cierpi w Getsemani i czuje się osamotniony na krzyżu [...]. Wchodzimy tutaj głębiej w tajemnicę tożsamości Jezusa. Jako prawdziwie Boska osoba Jezus był wszechwiedzący, miał świadomość Boga Ojca. [...] Ale jako osoba prawdziwie ludzka wiedział tylko to, co może poznać człowiek.”

O. James Martin w prezentowanej homilii pozostawił wiele pytań bez odpowiedzi, bez logicznej argumentacji, bo dotknął tej sfery rzeczywistości, która nie podlega ludzkiemu rozumowi czy empirycznym badaniom, bo jest Tajemnicą Wiary.

Źródło: James Martin SJ, Siedem ostatnich słów Jezusa, Wydawca: Święty Wojciech, Poznań 2016.
Polecam, Maria Studencka

 

 

 

 

13 sluga radosci

Przed nami kolejny pierwszy czwartek miesiąca, niedługo później Wielki Czwartek z Ostatnią Wieczerzą. Dzień kapłański. W liturgii tego dnia Kościół upamiętnia ustanowienie przez Chrystusa dwóch sakramentów: Eucharystii i kapłaństwa, odwołując się do ewangelicznych zapisów. Jest to dzień szczególnie ważny dla prezbiterów. O tym, czym jest kapłaństwo dla wybrańców Chrystusa, jak pełnią posługę, pisze kard. Walter Kasper w książce SŁUGA RADOŚCI.
Kto więc jest dobrym pasterzem, który poważnie traktuje swoją służbę i ponosi za to odpowiedzialność? [...] Jest nim ten, kto prowadzi innych i w oparciu o wiarę nadaje im jasny i pewny kierunek. Jest to konieczne zwłaszcza dzisiaj, kiedy tak wielu, jak zbłąkane owce, zgubiło orientację. Czcza paplanina oraz przystosowywanie się do tego, co ludzie chcieliby usłyszeć, a więc „głaskanie po głowach” nie są pasterskim nastawieniem do sprawy, lecz pasterską kapitulacją. Pasterzem jest jednak również ten, kto nie okazując braku czułości, potrafi zdobyć się na zrozumienie, współczucie i cierpliwość wobec tych, którzy nie idą wspólnym szlakiem, którzy zostają w tyle, bo są zbyt słabi. Pasterzem jest ten, kto umie mówić prawdę w miłości. [...] Dobrym pasterzem jest ten, kto nie utkwił na stałe w ścisłym kręgu tych wiernych, którzy zawsze do niego należeli, lecz rozgląda się również za tymi, którzy albo zagubili drogę, albo [...] znajdują się teraz na marginesie; wydobywa ich stamtąd, nawet gdyby sam miał się przy tym pokaleczyć lub zranić.
A nasi parafialni duszpasterze? Są stale z nami, wśród nas. Widzimy ich w skupieniu celebrujących Mszę św. i inne nabożeństwa, w konfesjonałach i jako penitentów, słuchamy ich homilii. Na naszych oczach klęczą przed ołtarzem, rozmawiają z ludźmi na placu kościelnym, na ulicy, odwiedzają chorych, zgłębiają z nami Biblię i Katechizm, opiekują się grupami wspólnotowymi. Poświęcają wiele uwagi dzieciom i młodzieży, narzeczonym i małżeństwom, samotnym i starszym. Posługują od świtu do nocy.
Przed oczyma mam taki oto portret Chrystusowego kapłana w naszej parafii:

Mój ksiądz – dziś przed ołtarzem.
Mój kapłan – dziś w prezbiterium.
Mój duszpasterz – dziś w konfesjonale.
Uśmiecha się, z daleka wita,
prowadzi do Ciebie.
Pochyla głowę, uważnie słucha,
tłumaczy cierpliwie.
Wybacza z mocy sakramentu,
błogosławi.
Podnosi z klęczek, podnosi z upadków,
pomaga wstać.

 

Źródło: Kard. Walter Kasper, Sługa radości. Życie i posługa kapłańska. Wydawnictwo JEDNOŚĆ, Kielce 2009, s. 87-88. Polecam, Maria Studencka

 

 

12 JPII

Dar i Tajemnica posługi Jana Pawła II


Kolejny raz sięgam po książkę o kapłaństwie, tym razem w rocznicę śmierci Jana Pawła II. W chwili zadumy nad Jego Testamentem zastanawiam się nad istotą sakramentu kapłaństwa, nad tym, dlaczego ten czy ów mężczyzna wybiera życie konsekrowane. Nie, to nie on wybiera, to on został wybrany, to jemu została wskazana taka misja: prowadzenia ludzi do Boga. Czy tak było również w przypadku Naszego Papieża? Wielu ludzi chciało to wiedzieć, stąd ta prezentowana dziś książka, w której Papież z ogromną pokorą pisze o swoim powołaniu, o posłudze duszpasterskiej i o mocy sakramentu kapłaństwa. Warto tę bardzo osobistą i poruszającą książkę przeczytać, nosi tytuł: DAR I TAJEMNICA.
Ojciec Święty opublikował ją w pięćdziesiątą rocznicę swoich święceń kapłańskich. Są to wspomnienia, które w założeniu Autora nie miały mieć charakteru „ściśle dokumentalnego”. „To wszystko, o czym tu mówię – czytamy – nie dotyczy jedynie zewnątrznych wydarzeń, ale sięga do korzeni moich najgłębszych i najbardziej osobistych przeżyć i doświadczeń. Wspominam je, a nade wszystko dziękuję Bogu: Misericordias Domini in aeternum cantabo!”
Jaka jest historia tego powołania kapłańskiego? „Historia ta znana jest przede wszystkim Bogu samemu. Każde powołanie kapłańskie w swojej najgłębszej warstwie jest wielką tajemnicą, jest darem, który nieskończenie przerasta człowieka. Każdy z nas kapłanów doświadcza tego bardzo wyraźnie w całym swoim życiu. Wobec wielkości tego daru czujemy, jak bardzo do niego nie dorastamy. Powołanie jest tajemnicą Bożego wybrania: ‘Nie wyście Mnie wybrali, ale ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał’ (J 15,16). [...] Równocześnie zdajemy sobie sprawę z tego, że ludzkie słowa nie są w stanie udźwignąć ciężaru tajemnicy, jaką kapłaństwo w sobie niesie.”
Biografowie Jana Pawła II odnotowują skrupulatnie, że mógł On zostać świetnym polonistą, dobrym aktorem, znakomitym poetą, a został księdzem (we wczesnej młodości takie sugestie od czasu do czasu słyszał od kolegów, nauczycieli, księży). Decyzję o wstąpieniu do konspiracyjnego krakowskiego Seminarium Duchownego Karol Wojtyła podjął, mając 22 lata. Święcenia kapłańskie otrzymał w wieku lat 26. Odbyła się ta uroczystość we Wszystkich Świętych 1946 r. w kaplicy Arcybiskupów Krakowskich: „Tak więc w tej kaplicy, w czasie śpiewu Veni, Creator Spiritus oraz Litanii do Wszystkich Świętych, leżąc krzyżem, oczekiwałem na moment włożenia rąk. Jest to chwila szczególnie przejmująca. Później wielokrotnie sprawowałem ten obrzęd jako Biskup, a także jako Papież. Jest coś dogłębnie przejmującego w tej prostracji ordynandów: symbol głębokiego uniżenia wobec majestatu Boga samego, a równocześnie ich całkowitej otwartości, ażeby Duch Święty mógł zstąpić, bo przecież to On sam jest sprawcą konsekracji.” Pod koniec listopada ks. Karol Wojtyła wyjechał na studia do Rzymu.
W lipcu 1948 r., już po obronie pracy doktorskiej, ks. Karol Wojtyła powrócił do Polski i podjął posługę duszpasterską w wiejskiej parafii niedaleko Bochni. „Pamiętam – czytamy we wspomnieniach – że w pewnym momencie, gdy przekraczałem granicę parafii w Niegowici, uklęknąłem i ucałowałem ziemię.” Ten gest z czasem urósł do rangi ważnego symbolu, był wielokrotnie powtarzany, doskonale go znamy. Pamiętamy Jana Pawła II oddającego w ten sposób cześć krajowi, do którego przybywał jako Papież i Pielgrzym.
„Co znaczy być kapłanem? – zastanawia się Ojciec Święty – Według św. Pawła kapłan jest przede wszystkim szafarzem Bożych tajemnic. [...] Szafarz nie jest właścicielem. Jest tym, któremu właściciel powierza swoje dobra, ażeby nimi zarządzał w sposób sprawiedliwy i odpowiedzialny. Tak właśnie kapłan otrzymuje od Chrystusa dobra zbawienia, ażeby je we właściwy sposób rozdzielał ludziom, do których jest posłany. Chodzi o dobra wiary. I dlatego kapłan jest człowiekiem słowa Bożego, człowiekiem sakramentu, człowiekiem tajemnicy wiary.”
I właśnie tak pełnił posługę kapłańską ks. Karol Wojtyła. Tak pełnił posługę apostolską Jan Paweł II od pamiętnego16 października 1978 r., kiedy to usłyszeliśmy: HABEMUS PAPAM! Tak było do 2 kwietnia 2005 r., do godz. 21.37, kiedy Ojciec Święty zakończył ziemskie pielgrzymowanie.


Źródło: Jan Paweł II, Dar i Tajemnica. W pięćdziesiątą rocznicę moich święceń kapłańskich, Wydawnictwo WAM, Kraków 1996.
Polecam i zapraszam, Maria Studencka

Dar i Tajemnica Jana Pawła II będzie raz jeszcze tematem rozmowy w bibliotece parafialnej, zapraszam we wtorek, 9 kwietnia 2019 r., o godz. 8.45.

 

 

11 dla lajdakow

Wielki Post to czas, kiedy pewnie częściej myślimy o sakramencie pokuty i pojednania, bardziej skłonni jesteśmy wsłuchiwać się w głos sumienia, więcej penitentów gromadzi się przy konfesjonałach. O tym, jak przygotowujemy się do tego szczególnego spotkania z Bogiem, dyskutują ks. Stefan Czermiński i Joanna Kucharczak na kartach książki ROZMOWY O GRZECHACH. Wczytawszy się w ten książkowy dialog, możemy rozpocząć własny, z własnym sumieniem, prowadzący do wyznań w konfesjonale. Oto fragment:

- No, a rachunek sumienia, jak się robi, liczenie grzechów, zasługiwanie na łaski, czy nie świadczy o tym, że Boga traktuje się jak kupca, wielkiego buchaltera? ¬

- To bardzo trafne – kupiec. Od tego, jaki mamy obraz Boga, zależy też odpowiedni styl dogadywania się z takim Bogiem. Jeśli stworzyłem sobie obraz na moje własne podobieństwo – czyli na podobieństwo egoisty – wtedy zastanawiam się, jak mogę dogadać się z egoistą? Próbuję więc wykorzystać domniemany egoizm Boga i kupić Go „zdrowaśkami”, pozorną doskonałością... Spotykam się niekiedy ze strasznym pesymizmem. Pojawia się on paradoksalnie wtedy, gdy człowiek żyje przeświadczony o swojej doskonałości. Kiedy coś mu się zawala, kiedy sam robi jakieś wielkie świństwo, to szybko zaczyna myśleć o piekle. Od razu zaczyna siebie potępiać. [...]
To szatan chce, by zdanie „Jestem podły” stało się moją jedyną prawdą. Takim stwierdzeniem – „Jestem podły, nie ma dla mnie ratunku” – zgrzeszył Judasz i to jest grzech pychy. Człowiek jest kuszony przez szatana, ażeby stracił wiarę w samego siebie. Nawet wtedy, kiedy upada, chce zaimponować sobie i Bogu przynajmniej aktem samopotępienia. To straszne.

Źródło: Ks. Stefan Czermiński, Joanna Kucharczak, Rozmowy o grzechach, Księgarnia św. Jacka, Katowice 2004, s. 26-27.

Polecam, Maria Studencka

 

 

02 dolindo

Ks. prof. Robert Skrzypczak: „Dla ks. Ruotolo kapłaństwo było sposobem [...] przeżywania więzi identyfikacji ucznia ze swym Boskim Mistrzem”.

O kapłanie:
Jezus tobą zawładnął i powinieneś wnieść Jego odblask w ten świat pełen ciemności... Jesteś cały Jego, a On żyje w tobie. Nie ma innego ciała, aby stać się widzialnym, jak twoje; nie ma innej pielgrzymującej duszy, poprzez którą mógłby podejmować na nowo swą drogę miłości, jak twoja; nie posiada innych ust, by przemawiać do ludzi, jak twoje; nie ma innych rąk, by błogosławić i rozgrzeszać, jak twoje. Winieneś zatem żyć w Nim i poprzez Niego. Powinieneś pokochać Go i oddać Mu całkowicie samego siebie do tego stopnia, aby niczego obcego względem siebie w tobie nie znalazł.

Źródło: Ks. prof. Robert Skrzypczak, Perła odnaleziona, [w:] Joanna Bątkiewicz-Brożek, Jezu, Ty się tym zajmij! O Dolindo Ruotolo. Życie i cuda, Wydawnictwo Esprit, wyd. I, Kraków 2017, s. 18.

 

 

04 Jezus z Nazaretu

Przeżywając Boże Narodzenie, warto sięgnąć po prezentowane 4-tomowe dzieło Romana Brandstaettera. Na początek tom I: Czas milczenia.


Jezus z Nazarethu to utrzymana w konwencji realistycznej zbeletryzowana biografia Chrystusa, z barwnymi opisami przestrzeni, realiów miejsc akcji, gdzie żyją bohaterowie. Przekonujący jest portret psychologiczny i Jezusa, i wielu innych postaci znanych z Biblii. Autor zadbał o to, by każdy bohater miał jakąś cechę wyróżniającą, ułatwiającą rozpoznanie go. Podporządkowane narracji dialogi tchną prawdą. Zresztą, cała powieść jest głęboko zanurzona w Piśmie Świętym, więc warto sięgać po nie, czytając kolejne stronice. Np. cytowany niżej fragment rozdziału Zwiastowanie (t. I) zestawmy z Mt 1, 18-25.
Miriam, skupiona i napięta, z lękiem rozważała każde słowo z osobna [...] Wysłannik, niewątpliwiwie odgadując jej myśli, znowu do niej przemówił i prosząc ją, by się nie lękała, zwiastował jej, że pocznie i porodzi Syna, i da Mu na Imię Jeszua, co znaczy:Pan jest zbawieniem [...].


Roman Brandstaetter, Jezus z Nazarethu, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1967, t. 1, s. 25.

 

 

08 moj swiat

Kiedy rozmawiamy z naszymi duszpasterzami, najczęściej stosujemy typowe w komunikacji językowej zwroty fatyczne: „Proszę Księdza!” lub „Księże...!” Ostatnio w naszej parafii słyszymy: „Ojciec...” No, cóż, obce mi to nie jest, brzmi pięknie, ale skąd się wywodzi – musiałam (swoim zwyczajem) „doczytać”, tzn. poszukać kompetentnej wypowiedzi w książkach. Oto jedna z nich: MÓJ ŚWIAT o. Jana Góry. Cytowany niżej fragment zawiera stosowne wyjaśnienie.
Tytuł ojca należy się kapłanowi z trzech powodów. Po pierwsze, na mocy sakramentu kapłaństwa, dzięki któremu jest on ojcem zgromadzenia modlitewnego, starszym i przewodniczącym modlącej się wspólnoty, szczególnie wspólnoty zebranej wokół stołu eucharystcznego. Po drugie, jako szafarz sakramentów jest ojcem dla tych, którym tych sakramentów udziela, ponieważ jest w pewnym sensie źródłem nowego dla nich życia w łasce. W tych dwóch przypadkach jest kapłan ojcem niezależnie od swojej osobistej świętości. [...] Kapłan Chrystusa jest jeszcze ojcem dla ludu mocą swego ducha, mocą swojej osobistej świętości. Kapłaństwo jest duchową służbą, kapłan jest sługą ducha, jest zatem ojcem duchownym dla tych, którym potęgą swego ducha i mocą osobistej świętości służy radą i pomocą w drodze do Boga.
Źródło: Jan Góra OP, Mój świat, Wydawnictwo „W drodze”, Poznań 1983, s. 49.

Polecam, a w bibliotece o tej książce chcę porozmawiać we wtorek, 19 lutego 2019 r. o godz. 8.45.

Zapraszam, Maria Studencka

 

 

06 Jezus Chrystus

Z bibliotecznej półki tym razem wybrałam powieść historyczną JEZUS CHRYSTUS I JEGO APOSTOŁOWIE Jana Dobraczyńskiego. Dlaczego? Otóż, 25 stycznia Kościół upamiętnia św. Pawła Apostoła, a właśnie m.in. o nim interesująco opowiada narrator ww. utworu.
Sanhedryn zlecił Szawłowi z Tarsu specjalne zadanie: miał zwalczać chrześcijan na terenie Damaszku. Szaweł już był przed bramą miasta, kiedy „nagle olśniło go nieznane światło [...], upadł, a wtedy usłyszał nad sobą głos jednocześnie potężny, miażdżący [...] i nieskończenie łagodny: Szawle, Szawle, dlaczego mnie prześladujesz?” Tu właśnie jest uchwycony moment nawrócenia tego zagorzałego przeciwnika Jezusa. W tej chwili zrozumiał „rzecz przerażającą, że walcząc dla Boga, walczył z Bogiem”. Odtąd życie Pawła potoczyło się diametralnie. Czerpiąc z dzieła J. Dobraczyńskiego, apostolskiej posłudze Pawła z Tarsu poświęcimy „Poranek z książką” w bibliotece (piątek, 25 stycznia 2019 r.).

Źródło: Jan Dobraczyński, Jezus Chrystus i jego apostołowie, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1958.

Polecam i zapraszam, Maria Studencka

 

 

10 kempis

Tę książkę domniemanego autorstwa średniowiecznego teologa i mistyka Tomasza z Kempis (1380-1471) czytali przed nami ludzie wielcy: teolodzy, filozofowie, pisarze (np. Ignacy Loyola, Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, Bolesław Prus, ks. Jan Twardowski, poetka i tłumaczka Anna Kamieńska), by w ten sposób uczestniczyć w swoistym dialogu z Nauczycielem, by Go posłuchać. Jest, bowiem, to dzieło taką rozmową Chrystusa z duszą ludzką, Oblubieńca z Oblubienicą. Jak wnikano w tę księgę? Jedni włączali się w ten dialog systematycznie, czytając przekaz od deski do deski, strona po stronie; inni włączali się „na wyrywki”, kolejni wertowali księgę, szukając odpowiedzi na nurtujące ich pytania. Na kartach tego utworu znajdujemy wiele aforyzmów, sentencji, stąd kojarzy się on ze starotestamentowymi księgami mądrościowymi: Prz, Mdr, Syr, i taki też ma układ kompozycyjny. Zresztą, redaktorzy współczesnego wydawnictwa zamieścili na marginesie tekstu odsyłacze do ST i NT.
Wybrałam tę książkę do czytania w bibliotece parafialnej w kolejne wtorki Wielkiego Postu, by „czynić swoje”, by być bliżej Nauczyciela. A do niniejszej prezentacji włączam kilka cytatów ze stron, gdzie się książka otworzyła.
- Jesteśmy tak słabi, że często łatwiej nam myśleć i mówić o ludziach źle niż dobrze. (s. 27.)
- Wybieraj takie lektury, które raczej pobudzają myśl, niż zaspokajają ciekawość. (s. 46.)
- Czemu szukasz spoczynku, skoroś urodzony dla trudu? (s. 82.)
- Kto usiłuje uchylić się od posłuszeństwa, sam uchyla się od łaski. (s. 115.)
- Czasem to nawet dobrze, że sługa Boży musi znieść pokusę zwątpienia. Niewiernych i grzeszników diabeł nie kusi, bo już ma ich w ręku, wiernych zaś i pobożnych kusi i dręczy na różne sposoby. (s. 235.)


Źródło: Tomasz à Kempis, O naśladowaniu Chrystusa, Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1989.
Polecam i zapraszam, Maria Studencka

 

 

07 blogoslawienstwo

Ta książka ma stron niewiele, zaledwie 64, i w ogóle nie wolno jej streszczać, trzeba w nią wniknąć, trzeba się „wczytać”, trzeba przeżyć. Rozważania o cierpieniu rozpocznijmy od pochylenia głowy nad głębią paradoksu wyrażonego w tytule: NIECHCIANE BŁOGOSŁAWIEŃSTWO.

Polecam te refleksje każdemu, kto cierpi, kto z empatią odnosi się do cierpiących, kto chce pomóc sobie i innym (nie tylko raz w roku okolicznościowo w Światowy Dzień Chorego). Podsuwam tę książkę także tym, którzy porażeni własną bezradnością, sądzą, że dla cierpiących nic zrobić nie mogą. Mogą.

Popatrzmy na „rupiecie” naszego życia i pomyślmy, jakim skarbem mogą się stać w rękach Pana... wszystkie te rozczarowania, złamane serca, zawody, upadki, choroby, trudności wszelkiego rodzaju, irytacje, które wywołują niecierpliwość i zdenerwowanie. Zbierzmy je wszystkie razem i zacznijmy je używać dla Królestwa Bożego i zbawienia dusz. Kiedy uświadomimy sobie, jak wiele mamy do ofiarowania Panu, będziemy bardzo zajęci, by użyć tych skarbów. [...] A gdyby tak dosolić nasze modlitwy szczyptą cierpienia, które ofiarujemy Panu bez narzekań, chętnie i z miłością.


Źródło: Frances Hogan, Niechciane błogosławieństwo, Wydawmictwo M, Kraków 1993.
Polecam, Maria Studencka

 

 

05 Klopotliwa milosc

Miłość jest zawsze trochę kłopotliwa,
bo nie chce odpowiedzi w słowach
lecz w życiu.


Źródło: Jacek Tonkowicz, Kłopotliwa miłość, Świebodzin 2003, s. 4 okładki.


Słowo odpowiednie do myśli (Mdr 7, 15.) – to temat rozważań na kanwie wierszy ze zbioru „Kłopotliwa miłość” o. Jacka Tonkowicza (franciszkanin, poeta, malarz, rzeźbiarz, muzyk). Tomik ten wybrałam na piątkowy „Poranek z książką”. Proszę się nie obawiać, nie zadam tego wykpiwanego pytania: „Co autor miał na myśli w wierszu?”, bo i sama na takowe nie umiałabym odpowiedzieć. Przecież utwór liryczny jest zapisem chwili, jakiegoś wrażenia, bywa bardzo osobistym wyznaniem, taką kartką z pamiętnika. Potem wszystko się zmienia, a wiersz pozostaje i żyje już własnym i czytelników życiem. To właśnie my, czytelnicy, możemy wiersz uczynić źródłem inspiracji dla naszych skojarzeń i refleksji.
W prezentowanym zbiorze są miniatury liryczne utrzymane w konwencji wiersza współczesnego, więc zwykle nie ma tu kropek, przecinków, rymów. Zatem, co tu jest, jak tu funkcjonuje słowo: zastosowano tu taki zabieg artystyczny, który pozwala adresatom współuczestniczyć w swoistym kontynuowaniu rozważań zapoczątkowanych przez poetę. Co to za środek artystyczny? –

Opowiem w bibliotece 18 stycznia 2019 r. o godz. 8:45.
Polecam i zapraszam, Maria Studencka

 

 

 

 

 

 

Copyright © Parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa i św. Jana Bosko